Przygotowuje się właśnie do budowy domu w jednej z podwarszawskich miejscowości i zetknąłem się z wcześniej nieznanym aspektem Polskiej Republiki Bananowej. Chciałem przesunąć słup energetyczny na granicę działki, po to by nie przeszkadzał mi w budowie domu. Pan z zakładu energetycznego zapodał za to taką cenę, że mi włosy stanęły dęba. Kiedy powiedziałem o tym znajomemy elektrykowi oświadczył mi, że w tym zakładzie nic się bez łapówki załatwić nie da i to co doświadczyłem to początek rzucania mi kłód pod nogi, bym w końcu zrezygnowany zapłacił haracz. Oczywiście taki haracz nie płaci się w kopercie czy przelewem na konto w Szwajcarii tylko wynajmując prywatną firmę, która słup szybko i sprawnie przestawi i "gwarantuje, że zakład energetyczny nie będzie robił problemów", bo jak mi znajomy oświadczył "ma swoich ludzi w zakładzie".

 

To oczywiście tylko początek płacenia haraczu. Jak się dowiedziałem bardzo podobnie wygląda sprawa z podłączeniem gazu. Rozmawiałem już z panem z prywatnej firmy, która "szybko i sprawnie" takie podłączenie i wszystkie potrzebne pozwolenia załatwi. Oczywiście za odpowiednią opłatę.